Postanowiłam opowiedzieć tę historię akurat teraz, ponieważ jest to dość wyjątkowy dla mnie moment. Właśnie mija druga rocznica mojego bloga. I czwarta rocznica rozpoczęcia mojej pracy jako wirtualna asystentka. Bardzo wiele się w tym czasie zmieniło w moim życiu. I pomyślałam sobie, że tym wpisem być może zainspiruję kogoś, kto jest w podobnej sytuacji co ja kiedyś. Chcę Ci napisać, że to, że teraz jest do d**y nie znaczy, że tak będzie zawsze. Jeśli pracujesz z kimś, kto stosuje wobec Ciebie mobbing, to jest z tego wyjście. Zawsze. Jednym z nich jest rozpoczęcie pracy jako wirtualna asystentka.
Wolisz planować, snuć marzenia, ustalać sobie cele, czy robić podsumowania swoich dotychczasowych osiągnięć? Początek Nowego Roku to taki magiczny moment, kiedy w naszej głowie nie ma żadnych ograniczeń. Wszystko jest możliwe. Robimy sobie listy tego, co chcemy osiągnąć w przeciągu najbliższych kilkunastu miesięcy i mamy silne postanowienie, że „Tak! W tym roku zrealizuję wszystko na swojej liście celów!”. Zawsze to, co nowe ekscytuje nas bardziej. A potem przychodzi rzeczywistość i już nie jest tak kolorowo. ;)
Zawód wirtualnej asystentki przedstawiany jest często jako kolorowy obrazek, bez żadnych smug i wad. Jednak po kilku miesiącach pracy i nawarstwiającej się ilości zadań pojawia się problem: jak to wszystko pogodzić, jak znaleźć na to czas? Brzmi znajomo? Rozwiązanie znajdziesz w książce „Getting Things Done” Davida Allena.
Na początku lutego 2020 r. w magazynie Własny Biznes Franchising, skierowanym do przedsiębiorców, miałam okazję, wraz z Izabelą Skuza-Dąbrowską i Emilią Wasążnik, powiedzieć kilka słów na temat pracy wirtualnej asystentki. Jeśli nie miałaś okazji się z nim zapoznać, to zapraszam do lektury.
Trudni klienci. Potrafią nieźle namieszać zarówno w naszych głowach, jak i w naszych biznesach. Dlatego tak ważne jest, żebyś umiała szybko go rozpoznać i wiedziała, jak się z nim obchodzić i jak się komunikować.