Okiem klienta na pracę WA: Piotr Dul - Asystentka Level Master
Menu Zamknij

Okiem klienta na pracę WA: Piotr Dul

Piotr Dul

W ostatnim wywiadzie rozmawiam z Piotrkiem Dul, z którym współpracuję jako wirtualna asystentka od początku tego roku. Piotrek jest fanem wirtualnej rzeczywistości i współwłaścicielem w firmie No Input Signal, gdzie wraz z zespołem pracują nad innowacyjnym projektem umożliwiającym przeprowadzanie w przyszłości zabiegów artroskopowych z wykorzystaniem VR’a. Rozmawiamy też o pasji do książek i nie tylko do nich. Nie omieszkałam też wypytać Piotrka o to, co skłoniło go do podjęcia współpracy z wirtualną asystentką i jakie były jego oczekiwania względem takiej osoby. :)

Cześć Piotrek. Cieszę się, że znalazłeś czas, żeby odpowiedzieć na kilka moich pytań. Opowiedz proszę moim Czytelniczkom nieco o sobie. Czym się zajmujesz? 

Jestem programistą i entuzjastą wirtualnej rzeczywistości. Programuję już od lat 90. Zaczynałem od programowania na Commodore, a swój pierwszy program stworzyłem jeszcze w szkole podstawowej. Była to gra w warcaby. 

Ludzie kojarzą mnie ze specyficznego poczucia humoru, które dla jednych może być fajne, a innych wkurzać. :) Staram się humorystycznie podchodzić do życia i pracy.

Skąd taki pomysł na siebie? Co skłoniło Cię, aby iść w kierunku programowania? 

To jest bardzo ciekawa historia. Mój wujek w 1992 roku podczas meczu Polska-Turcja wygrał, będąc na stadionie, jeden z pierwszych komputerów Commodore, jakie pojawiły się wtedy w Polsce. To właśnie u niego miałem okazję po raz pierwszy zetknąć się z komputerem i programowaniem. W szkole podstawowej mało kto znał się na tworzeniu kodu, a ja już wtedy zaprogramowałem swoją pierwszą grę – były to warcaby. W ogóle moją motywacją do nauki programowania była od początku chęć stworzenia własnej gry. A właściwie zrobienia lepszej wersji gry, którą ktoś już wcześniej zrobił. Miałem mnóstwo pomysłów do ulepszania istniejących gier. :)

Wcześniej moim marzeniem było zostać strażakiem. Okazało się jednak, że to nie jest do końca kierunek, w którym chcę iść. Dlatego zająłem się tym, co kochałem, czyli komputerami i kodowaniem stron internetowych. 

Obecnie jesteś w trakcie tworzenia bardzo interesującego i innowacyjnego projektu jakim jest MedicalVR, inaczej kolanoVR. Skąd taki pomysł i na czym on polega? I jakie masz plany na jego realizację? 

Rok temu grając w piłkę nożną zerwałem ścięgno Achillesa. Trafiłem wówczas do dr Jędrzeja Leśmiana, który przeprowadzał moją operację. Z pasją rozmawialiśmy na temat naszych zawodów. Doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby zrobić taki trenażer dla lekarzy ortopedów, na którym mogliby uczyć się przeprowadzania zabiegów. Wszystko odbywałoby się przy użyciu okularów do wirtualnej rzeczywistości. Pozwoliłoby to na trening zabiegów unikając utrudnień związanych z procedurą dostępu do zwłok, na których dotychczas lekarze ortopedzi zdobywają swoje umiejętności. 

Jestem przekonany, że ten projekt ma potencjał. Obecnie dopracowujemy współpracę, mamy prototyp, dogrywamy finansowanie – wszystko jest na dobrej drodze. 

Cały czas doskonalimy zespół programistów, z którymi współpracuję. Aktualnie w No Input Signal, czyli w spółce, w której jestem wspólnikiem, zrezygnowaliśmy z biura i pracujemy zdalnie. Wraz z Marcinem Kieruzel i Agatą Malec, z którymi poznałem się w szkole programowania, założyliśmy software house, w którym kształcimy specjalistów. 

Piotr Dul

W jaki sposób dobierasz osoby do swojego zespołu? Jak sprawdzasz, czy kandydat jest odpowiedni?

Osoby do współpracy weryfikuję poprzez zlecenia. Dzięki zadaniom próbnym widzę, jak kandydat radzi sobie z ich wykonaniem. Bo wiesz, powiedzieć, czy napisać o sobie można wszystko. Cała prawda wychodzi w praktyce. Bardzo ważna jest również dla mnie wzajemna komunikacja i porozumienie. Tutaj do głosu dochodzi moja intuicja i jest ona czynnikiem decydującym. Sprawdzam ludzi “w boju”. Dopiero jak z daną osobą współpracuję, przejdziemy trudne i dobre chwile, wtedy stwierdzam, czy chcę z tą osobą iść dalej. Myślę, że to podejście to efekt mojej wcześniejszej pracy w straży pożarnej.

No właśnie, pamiętam jak sami rozpoczęliśmy współpracę na początku 2020 roku. Wcześniej robiliśmy do niej aż 3 podejścia. :) Skąd wynikały Twoje wątpliwości?

Ilość podejść do współpracy wynikała z faktu, iż w spółce nie podejmuje się decyzji w pojedynkę. ;) Ostatecznie liczba moich własnych zadań do oddelegowania była na tyle duża, że ryzyko naszej współpracy wziąłem całkowicie na siebie.

W takim razie co decyduje o tym, że dobrze Ci się ze mną współpracuje?

Współpracę z ludźmi traktuję w kategoriach “na dobre i na złe”, jesteśmy w tym razem. To tak jak z wejściem do pożaru. Nie powinno być tłumaczenia, że ktoś kogoś nie zrozumiał, albo na kogoś się obraził i zostawił z problemem. W projektach też zdarzają się “pożary”, na które trzeba reagować i ponosić odpowiedzialność za swoje obowiązki. Weryfikuję ludzi, z którymi wchodzę we współpracę i jeśli komunikacja jest prawidłowa, to pracuje się dobrze. Jeśli coś nie do końca gra, to próbujemy tę współpracę poprawić, ulepszyć. Oczywiście biorę pod uwagę umiejętności techniczne, które dana osoba powinna posiadać. Czasami zdarzy się, że po zrealizowanym projekcie odczuwa się brak porozumienia, wówczas się rozchodzimy. Fajne jest to, że nie jesteśmy skazani na siebie na do końca życia. 

Lubię z Tobą współpracować, ponieważ dbasz o szczegóły. Jesteś takim naturalnym uzupełnieniem. Mnogość rzeczy, które są do wykonania, ilość wątków (faktury, umowy, daty, o których trzeba pamiętać) powodują, że “zatyka mi się procesor” mówiąc w języku komputerowym. :D Wolę skupić się na zadaniach, w których jestem dobry i które lubię. Mniej przyjemne mogę oddelegować Tobie. :) 

Tym samym przypomniałaś mi o książce “4-godzinny tydzień pracy”, którą napisał Timothy Ferriss, pokazującej jak zwiększyć swoją produktywność. Przyznam się, że czytając tę książkę po raz pierwszy, nie do końca rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Dopiero współpraca z Tobą i sprawdzenie w praktyce jak wygląda delegowanie zadań spowodowały, że zacząłem dostrzegać ogromne jego zalety. 

Zakładam, że ta książka wpłynęła też znacząco na Twoją produktywność. Wiem też, że do organizacji zadań własnych używasz Nozbe. Dlaczego wybrałeś akurat tę aplikację?

Nozbe używam do zapisywania sobie długoterminowych celów. Szukałem rozwiązań, które poprawią moją produktywność i to właśnie Nozbe odpowiada mi najbardziej. Jednak na co dzień najczęściej posługuję się tradycyjnym notatnikiem i piszę piórem. Lubię po prostu “analogowe narzędzia”. Stosuję też technikę Pommodoro, która dobrze mi się sprawdza, bo umożliwia maksymalne skoncentrowanie się na danym zadaniu w określonym czasie. 

Prowadzisz jednocześnie kilka projektów. Jak udaje Ci się panować nad zadaniami?

Pomaga mi właśnie w tym Nozbe. Dzięki temu narzędziu w szybki sposób weryfikuję zadania przypisane do poszczególnych osób, zamiast przeszukiwać stosy kartek. Od jakiegoś czasu mamy też project managera, który dba o realizację projektów oraz zadań. Nie muszę więc pilnować tego osobiście. I tutaj świetnie sprawdza nam się Monday, aplikacja do zarządzania zespołem.

Jakie są Twoje pasje? Wiem, że organizowałeś turnieje gamingowe. Jesteś fanem gier video i planszowych. Na bieżąco śledzisz wydarzenia w tej branży. Planujesz też stworzyć swoją własną grę. Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat?

To właśnie gry były moją motywacją do nauki programowania. Odkąd pamiętam, chciałem je urozmaicać dodatkowymi opcjami. Mam pomysł na własną grę, jednak w tej chwili bardziej skupiam się na samym programowaniu i zleceniach od klientów. Projekt gry dojrzewa, myślę, że czeka na odpowiedni moment.

W 2004 roku pierwszy raz zetknąłem się z eventem gamingowym. Pracując jako informatyk w Centrum Kultury i Sztuki, miałem okazję organizować coś podobnego. Można powiedzieć, że zapoczątkowałem cykl imprez gamingowych w Sierpcu. Organizowałem sporo imprez w tej tematyce, jedną z nich jest np. Hotel Skansen Game Jam w 2016 roku, w ramach Global Game Jam’u – 48 godzinne programowanie, czy kilka edycji Lan-party. Ostatni organizowany przeze mnie event odbył się w 2019 roku i wówczas po raz pierwszy impreza miała charakter charytatywny. Event z 2019 r. miał na celu pomoc chorującej dziewczynce.

Piotr Dul

Lubisz angażować się w działania charytatywne. Czy oprócz organizacji eventów gamingowych jeszcze w jakiś sposób angażujesz się w pomoc potrzebującym osobom?

Praca jako strażak spowodowała, że moim odruchem jest niesienie pomocy ludziom. Cały czas angażuję się w różne jej formy. Nie tylko finansowej, choć mam co miesiąc przeznaczony na to budżet. Dbam o to, żeby ta pomoc coś wnosiła, a nie polegała wyłącznie na przelaniu środków pieniężnych. Staram się upewnić, czy osoba otrzymująca wsparcie faktycznie na nim skorzystała,  czy moja pomoc osiągnęła swój cel. Bardziej zależy mi na stałym wspieraniu potrzebującej osoby, niż jednorazowej pomocy. 

W jaki sposób spędzasz wolny czas? Co lubisz robić? Wiem, że grasz na gitarze, perkusji i ukulele. Interesujesz się też elektroniką i robotyką oraz pochłaniasz mnóstwo książek. Jak to robisz, że starcza Ci na to wszystko czasu? :)

Grać, to może za dużo powiedziane, ale coś tam sobie działam. Przygoda z perkusją rozpoczęła przy okazji aukcji WOŚP. Wylicytowałem rok nauki w szkole muzycznej. Pasją do ukulele z kolei zaraziłem się od kolegów programistów, a obecnie uczymy się wraz z synem w wolnym czasie.

Mam taki swój skrót dotyczący rzeczy, które lubię, czyli 3xK: kawa, książki, kod. Dodatkowo od dziecka lubię grać w szachy i tak pozostało do dzisiaj. 

Elektronika również pasjonuje mnie od dziecięcych lat. Pamiętam, jak rozkręcałem elektronikę od starszego brata i nigdy nie składałem jej z powrotem. Jakiś czas temu znalazłem książkę, którą pisałem jako ośmio- lub dziewięciolatek: na temat ilości, kolorów i wielkości oporników. Kalkowałem wykresy z książek, aby przekopiować je do moich zapisków.

Czytam dużo książek i słucham sporo audiobooków. Mam taką “lukę” w głowie, którą potrzebuję ciągle zapełniać. ;) Książki, które najczęściej czytam to psychologiczne, techniczne, o kinematografii i scenopisarstwie. Czasem sięgam po beletrystykę. Interesuje mnie wiele dziedzin.

Ok, to teraz zadam Ci trudne pytanie. :) Jakie 3 książki lub blogi, które istotnie wpłynęły na Twój rozwój osobisty, możesz polecić?

Ha, wyobraź sobie, że tu się przygotowałem i zrobiłem sobie listę. :) Ciężko byłoby mi wybrać spośród wszystkich, które przeczytałem, zwłaszcza że czytam około 50 książek rocznie. Mogę polecić natomiast cztery najciekawsze, które przeczytałem w ciągu ostatniego roku. Będą to:

  • “Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” Daniela Kahnemana,
  • “Mnich, który sprzedał swoje Ferrari” Robina Sharma,
  • “Pełna moc możliwości” Jacka Walkiewicza,
  • “Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza” Dominika Szczepańskiego.

I jeszcze jest jedna! No, to się wyłamię z Twojej zasady polecenia tylko trzech książek. ;)

Jest to książka autorstwa Michała Kanarkiewicza „Strategie szachowych mistrzów w biznesie”.

Miejsce relaksu

W takim razie to już ostatnie pytanie. Jaką największą wartość daje Ci współpraca z wirtualną asystentką?

Największą wartością jest zyskanie innego spojrzenia, z innej perspektywy, na moje pomysły i projekty. Czasem jest to również uzupełnienie mojej koncepcji. Wiesz dobrze, że często pytam Cię o zdanie. Masz obiektywne podejście do moich pomysłów. Można powiedzieć, że wiele czynników wpływa na niepowodzenie projektu, może to być niekompletna gotowość, nieodpowiedni czas, chęć zrobienia czegoś za szybko. To tak samo jak w szachach. Wszystko musi mieć swój czas i miejsce, w innym przypadku się przegrywa. Twoje wskazówki pomagają mi w ugruntowaniu całości.

Dziękuję Ci bardzo za udzielenie odpowiedzi i poświęcony czas. 

Link do bloga Piotra znajdziesz TUTAJ.

Jeśli chcesz przeczytać więcej wywiadów, zerknij TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *